Reklama

Kasia Pakulska: Góry - to jest to!

Opublikowano: śr, 12 lip 2017 22:07
Autor:

Kasia Pakulska: Góry - to jest to! - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Weekendowe Mistrzostwa Polski XCO w Warszawie - to najbliższy cel gostynianki. Kolarka wystartuje już w piątek o 11.30 w kategorii “Cyklosport Kobiety” i choć nie jest to jej koronna konkurencja, to i tak nie odpuszcza, licząc na dobry wynik.

Weekendowe Mistrzostwa Polski XCO w Warszawie - to najbliższy cel gostynianki. Kolarka wystartuje już w piątek o 11.30 w kategorii ?Cyklosport Kobiety? i choć nie jest to jej koronna konkurencja, to i tak nie odpuszcza, licząc na dobry wynik.

Do tej pory zawody tej rangi odbywały się na dużo trudniejszych technicznie trasach, ale jak podkreśla Pakulska, organizatorzy wyścigu stanęli na wysokości zadania i warszawska górka Kazura również może dać się zawodnikom we znaki.

- Pętla ma 4 kilometry, a do tego trzeba dodać jedną rundę “rozjazdową” o długości ok. 500 metrów. Taki dystans będziemy musieli pokonać 5-6 razy, co może zająć w sumie 75-80 minut, choć ja jestem przyzwyczajona na co dzień do ścigania 3-godzinnego lub jeszcze dłuższego. Nie zmienia to faktu, że trasa jest bardzo zaawansowana od strony technicznej, więc na pewno będzie to dla mnie takie dobre przetarcie przed dalszą częścią sezonu. Tak naprawdę dużo więcej będzie wiadomo po jutrzejszym treningu, bo jadę do Warszawy na rekonesans. Jeśli jutro “przepalę nogę”, to w piątek będzie dobrze, jeśli nie, to może będę się trochę bała, ale i tak zamierzam walczyć.

Mistrzostwa Polski Cross Country to nie docelowa impreza Kasi w tym sezonie, bo szczyt formy ma przyjść na przełom lipca i sierpnia. Zawodniczka wraca właśnie do cięższego treningu po udziale w 4-etapowym wyścigu Bike Adventure 2017, który zakończył się 4 lipca.

- Zdecydowanie najtrudniejsze zawody w moim życiu, ale to było coś - kontynuuje Pakulska. - Przed startem bałam się trochę, że nie wytrzymam fizycznie, ale z dnia na dzień radziłam sobie coraz lepiej. To były prawdziwe góry, a nie takie, w których rywalizuję w innych częściach Polski, bo na rowerze spędzałam 4-4,5 godziny dziennie. Pierwsze dwa etapy jechaliśmy przez Góry Izerskie, gdzie było dużo błota, korzeni, co skutkowało tym, że po powrocie do hotelu byłam tak zmęczona, że nie byłam w stanie trzymać widelca. Trzeciego dnia wjechaliśmy natomiast w Karkonosze: dużo kamienistych zjazdów po skałach i na początku nie wierzyłam, że tak dobrze mi na nich pójdzie. Sytuację utrudniały dodatkowo obfite opady i prace leśne, więc czasami trzeba było zbiegać z rowerem, bo nie można było już jechać. Poza tym nigdy nie zapomnę tych przepięknych widoków, bo na trasie było co podziwiać; szkoda, że nie mogłam się choć na chwilę zatrzymać, ale rywalki za bardzo naciskały (śmiech). Reasumując, to była wspaniała przygoda i po prostu cieszę się, że w ogóle dojechałam do mety, nie doznając też większego uszczerbku na zdrowiu. Na pewno wrócę tam za rok i poszukam jeszcze jakiejś “etapówki”, bo góry to jest to - kończy.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE