Reklama

Reklama

Palant powraca! (ale nie taki, o jakim myślicie)

Opublikowano: śr, 24 maj 2017 23:59
Autor:

Palant powraca! (ale nie taki, o jakim myślicie) - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Niektórzy kojarzą to słowo bardziej z niewybrednym epitetem niż sportowymi zmaganiami, ale oni postanowili to zmienić, jednocześnie wskrzeszając tradycję niegdyś bardzo popularnej polskiej gry zespołowej. Adrian Brudnicki, Damian Podel i Maciej Steinborn z Gostynina od 3 lat działają w Polskim Stowarzyszeniu Palantowym.

Reklama

Niektórzy kojarzą to słowo bardziej z niewybrednym epitetem niż sportowymi zmaganiami, ale oni postanowili to zmienić, jednocześnie wskrzeszając tradycję niegdyś bardzo popularnej polskiej gry zespołowej. Adrian Brudnicki, Damian Podel i Maciej Steinborn z Gostynina od 3 lat działają w Polskim Stowarzyszeniu Palantowym.

Dla niezorientowanych palant do złudzenia przypomina amerykański baseball, choć zdaniem prof. Normana Daviesa to właśnie Amerykanie mogli inspirować się polską grą, obserwując zabawę polskich emigrantów z początku XVII w. znanych jako "The Jamestown Polish craftsmen”. Ta informacja ma swoje potwierdzenie w “Pamiętniku Handlowca” Zbigniewa Stefańskiego - jednego z 5 Polaków znajdujących się na pokładzie statku “Mary and Margaret”, który przybił do wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej 1 października 1608 r.

Jak pisze Stefański: “Wsze roboty lepi ruszyli, czasu nam wei dalo na wypoczynek, ize na harce y igranie pore znachodzilim…iazem po społu ze Sadowskim, Mato, Miętusem, Stoiko y Zrenico w palanta wdziecznie gralim. Nawiecy igralim w niedziele, gałki ze szmat krenconc…Igralim aze dzikusy nabiezeli obsiesc wokól a się dziwowac polszczo igraszko”.

Współczesny palant to gra z udziałem dwóch drużyn złożonych z 7-15 zawodników, którzy rywalizują na boisku o wymiarach 25 na 60 metrów, odbijając za pomocą drewnianych kijów małą gumową piłkę. Dyscyplina zaczęła tracić na popularności już w latach 80. ubiegłego wieku, a dzisiaj pozostało po niej tylko wspomnienie.

Za wygraną w ocaleniu palanta nie dają jednak członkowie PSPal, jak w skrócie nazywa się Stowarzyszenie.

- Wszystko zaczęło się 3 lata temu w Warszawie, gdy poznałem Łukasza Szymborskiego - mówi Maciej Steinborn, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Palantowego. - Obaj bardzo interesowaliśmy się sportem i pewnego dnia postanowiliśmy zorganizować weekend sportów amerykańskich. Z początku wydawało nam się to dobrym pomysłem, ale później naszła nas refleksja, że fajnie byłoby dla odmiany uprawiać dyscyplinę, która jest charakterystyczna tylko dla naszego kraju. Pamiętaliśmy obydwaj czasy naszego dzieciństwa, gdy wszyscy na podwórku grali właśnie w palanta, i dalej to już się samo potoczyło.

- Dzisiaj organizujemy imprezy palantowe praktycznie na terenie całej Polski - kontynuuje Steinborn. - Są to na zmianę treningi i mecze, ale wszystkie przebiegają w atmosferze sportowego święta, bo zawsze znajdziemy czas, by np. wytłumaczyć komuś zasady gry, a do tego często towarzyszą im grille i inne atrakcje, więc nie zostawiamy nikogo samemu sobie. Naszym głównym miejscem spotkań nadal pozostają warszawskie Pola Mokotowskie i znajdująca się tam tzw. Palant Arena, gdzie raz do roku odbywają się mistrzostwa Polski; z kolei Puchar Polski organizujemy w śląskim Cyprzanowie.

Jest szansa, by w niedługim czasie palant zawitał także do Gostynina. - Ja, Adrian i Damian, jako członkowie gostynińskiego oddziału PSPal, chcielibyśmy zorganizować dla wszystkich mieszkańców jakiś otwarty trening palanta, by wszyscy mogli przypomnieć sobie tę grę albo ją dopiero poznać - dodaje Steinborn. - Optymalnym miejscem na takie wydarzenie jest duży trawiasty teren nieopodal zamku, więc mamy nadzieję, że prędzej czy później będziemy mogli tam wszystkich zaprosić. Na pewno niepoślednią rolę ogrywają tutaj pieniądze, bo nie mamy żadnych sponsorów, dlatego wszystkie działania finansujemy z własnej kieszeni - być może wraz z rozwojem dyscypliny uda nam się pozyskać jakieś dodatkowe środki.

Patrząc w przyszłość, Stowarzyszenie nie zapomina o przeszłości. Dwa lata temu Steinborn nagrał hiphopowy kawałek - będący oficjalnym hymnem środowiska palantowego w Polsce - w którym wraca do wydarzeń sprzed ponad czterech wieków: “Baseball, tak w USA wznoszony na piedestał, a w palanta tam grali ci, co strajkowali w Jamestown. Gdyby nie Polacy, nie byłoby Dodgersów i Jankesów – to kolejny z naszych zapomnianych sukcesów”.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (12)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.