Reklama

Reklama

Rodzice Frania odpowiadają na zarzuty. "Każdą złotówkę wydajemy z rozsądkiem"

Opublikowano: śr, 24 sie 2016 07:17
Autor:

Rodzice Frania odpowiadają na zarzuty. "Każdą złotówkę wydajemy z rozsądkiem" - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Państwo Wojtalewicz postanowili przerwać milczenie i rozwiać wątpliwości tych, którzy podejrzewali, że część pieniędzy z fundacji mogło zostać wydanych na inne cele niż leczenie chłopca. Rodzice Frania opublikowali oświadczenie, w którym przedstawiają swój status materialny i proszą, aby przestano gnębić ich rodzinę.

Reklama

Państwo Wojtalewicz postanowili przerwać milczenie i rozwiać wątpliwości tych, którzy podejrzewali, że część pieniędzy z fundacji mogło zostać wydanych na inne cele niż leczenie chłopca. Rodzice Frania opublikowali oświadczenie, w którym przedstawiają swój status materialny i proszą, aby przestano gnębić ich rodzinę.

- Myśleliśmy że będziemy mogli uniknąć tego postu. Nikomu się nie tłumaczymy, rozwiewamy tylko wątpliwości. Ponieważ jest wiele osób, których ciekawi nasz status materialny, czy pracujemy, za co żyjemy. Bardzo byśmy prosili nie gnebić naszej rodziny takimi pytaniami. Mają dość zmartwień. My jesteśmy otwarci i to my udzielimy wam rzetelnej odpowiedzi. Nie mamy nic do ukrycia, jesteśmy zwykłymi, prostymi ludźmi którzy niczym nie wyróżniają sie z tłumu. Każda wydaną złotówkę/dolara wydajemy z rozsądkiem. Pieniądze wpłacane na konta fundacji nigdy nie przechodziły przez nasze ręce. Zostały one bezpośrednio wysłane na konta klinik w których leczony jest Franek. I na bieżąco są uzupełniane w razie potrzeby i tak będzie przez kilka następnych lat gdyż Franek będzie długo kontrolowany i badany właśnie w NY. Gdy Franek zachorował ja byłam na tzw.macierzyńskim, mąż pracował od dłuższego czasu za granicą. Gdy tylko dowiedział się że Franio jest chory zjechał z Finlandii i był na urlopie. Żyjemy skromnie, ale staramy sie by naszemu synkowi nigdy niczego nie brakowało. Obecnie mąż jest bez pracy (będzie czegoś szukał po powrocie do kraju), a ja zrezygnowałam z zatrudnienia na rzecz opieki nad chorym dzieckiem i z tego tytułu przysługuje mi świadczenie za które jakoś staramy się wyżyć + plus odłożone pieniażki na czarna godzinę. Tak, mamy własne mieszkanie od 3 lat ale na kredyt i samochód "starą babcię" tak na nią mówimy. I nic nam więcej do szczęścia nie trzeba. Wszystkie pieniążki przekazane dla Franka na nasze prywatne konto zbierane na hasło "na leczenie Franka i na koszty z nim związane" są przez nas bardzo skrupulatnie wydawane, każdy zakup jest przemyślany. Tak, by tych pieniążków starczyło aż do zakończenia leczenia. Ktoś zapyta: A co to są koszty związane z leczeniem? Np. Leki na receptę, które Franek dostaje po każdym zabiegu to koszt około 500$, przejazdy do szpitala, przelot, no i niestety wynajęcie mieszkania w NY. Jeśli są osoby które nam nie ufają, to po powrocie do Polski zapraszamy do nas, zbieramy wszystkie paragony i rachunki pokażemy, opowiemy, naprawdę nie mamy z tym najmniejszego problemu i nie mamy nic do ukrycia. Życie w NY nie należy do najtańszych ale jakoś dajemy radę. I się nie gniewamy każdy ma prawo pytać... Ale ciosem poniżej pasa są komentarze typu że kupiliśmy sobie dom lub samochód za pieniążki ze zbiórki. Ludzie kochani... Jakim trzeba by było być rodzicem żeby zebrane pieniądze na ciężko chore dziecko przeznaczyć na tak egoistyczny cel. A dla nas najważniejszy jest Franek. Wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Gdy dowiadujesz się że Twoje dziecko jest chore na nowotwór i do tego złośliwy i nie wiesz jaki będzie każdy następny dzień, czy ten potwór nie zrobi przerzutów i czy Twoje dziecko się obudzi następnego ranka, to wtedy nie ma znaczenia czy masz 200m2 czy 38 czy masz samochód za 20 tysięcy czy za 3... Wtedy tylko szukasz pomocy dla Twojego malucha i jesteś w stanie sprzedać wszystko co masz by mu pomóc gdy wszystko inne zawiedzie... Takie pytanko na koniec... Retoryczne... Chcesz się z Nami zamienić? Być na naszym miejscu? Słuchać i odpowiadać na tak bezsensowne pytania? Mieć chore dziecko? Być tysiące mil od rodziny w obcym mieście? Chcesz poświęcić cale swoje prywatne życie na to by prosić o pomoc dla dziecka? Bo tak, niestety... Decydując się na zbiórkę publiczną przestajesz być postrzegany jako normalny. I całe życie jesteś pod obserwacją. A my chcemy normalnie żyć...
P.S. Jeśli kogoś uraziliśmy to przepraszamy... My dłużej nie mogliśmy milczeć. Przepraszamy

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (7)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.