Reklama

W poniedziałek był na SORze, w środę już nie żył

Opublikowano:
Autor:

W poniedziałek był na SORze, w środę już nie żył - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Prokuratura bada sprawę śmierci 40-letniego mężczyzny. Pan Marek najpierw trafił na SOR, na drugi dzień go wypisano. Niestety, niedługo po opuszczeniu lecznicy zmarł.

Prokuratura bada sprawę śmierci 40-letniego mężczyzny. Pan Marek najpierw trafił na SOR, na drugi dzień go wypisano. Niestety, niedługo po opuszczeniu lecznicy zmarł.

Jak wynika z relacji żony mężczyzny, 12 marca, późnym wieczorem, pan Marek został przywieziony karetką na Szpitalny Oddział Ratunkowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku. Skarżył się na bardzo złe samopoczucie: bóle w klatce piersiowej, bóle pleców, duszności, osłabienie. Po wstępnych badaniach został rano wypisany ze szpitala z diagnozą „nerwobóle”. W wypisie zalecono środki przeciwbólowe i kazano udać się do przychodni. W środę rano pan Marek został znaleziony na schodach ganku domu rodzinnego. Już nie żył. W akcie zgonu wskazano pęknięcie tętniaka aorty.

Jak opowiada żona 40-latka, pani Ania, mąż wcześniej nie skarżył się na nic, ani nie leczył. W odczuciu kobiety, na Winiarach jej mężem nie zajęto się w odpowiedni sposób. Jak relacjonuje, w pierwszej kolejności został wykluczony zawał i kazano mężczyźnie czekać na dalszą diagnostykę na korytarzu. Lekarz miał stwierdzić, że może on poczekać na zewnątrz gabinetu. Pomimo że, jak podkreśla żona, bardzo cierpiał i mówił o tym medykowi. Leki przeciwbólowe, które dostał w ogóle nie pomagały. Mało tego, jak podkreśla z żalem pani Ania, lekarz miał nawet zasugerować, że obok znajduje się pacjent chory na raka, który się tak nie użala nad sobą, jak jej mąż.

- „Leży tu 70-letni człowiek chory na raka i nie stęka jak pan”, powiedział lekarz do Marka – opowiada pani Ania. - Naprawdę to było straszne. Po jakimś czasie podłączono mu kroplówkę i pozwolono zostać w gabinecie.

Z dalszych wyjaśnień pani Ani wynika, że około 2 nad ranem lekarz zlecił badania, o 4 miały być wyniki, a o 5.30 mąż dostał kroplówkę. Nad ranem kobieta pojechała po rzeczy męża, gdyż była przekonana, że zostanie on w szpitalu na obserwacji.
- Po 8 we wtorek byłam w szpitalu, patrzę, a mąż już z wypisem – opowiada z zaskoczeniem rozmówczyni. – Powiedział mi, że lekarz stwierdził nerwobóle i przepisał środki przeciwbólowe i kazał udać się do przychodni.

I tak też zrobili. W przychodni zdążyli zrobić podstawowe badania.

- Mąż czuł się bardzo źle. Nawet nie dał się przytulić – mówi z żalem pani Ania. – Ale przecież uwierzyliśmy, że „nic mu nie jest takiego”, że to niegroźne nerwobóle i „że to ma go prawo boleć jeszcze z pięć dni”. Więc co, no mąż brał te przeciwbólowe leki i leżał w łóżku, nawet nie chciał rozmawiać ze znajomymi. Nie wzywaliśmy też po raz kolejny pogotowia.

W środę pani Ania musiała iść do pracy, pożegnała męża i zobaczyła ostatni raz. Około 10 godz. tego dnia jego tata znalazł go na schodach domu. Już nie żył. W akcie zgonu za przyczynę śmierci podano pęknięcie tętniaka aorty.

- Mamy żal – mówi pani Ania. -  Zaufaliśmy lekarzowi, który przekonał nas, że wszystko jest w porządku, dlatego nie wezwaliśmy karetki drugi raz. Nie chodzi o to, że chcemy skarżyć się na cały szpital i obwiniamy wszystkich. To nie tak. Chodzi nam o ten konkretny, nasz przypadek. Gdyby męża zostawili na oddziale, może nie doszłoby do tego. Ale nikt nie podjął walki o mojego Marka. Mało tego sugerowano, że symuluje.

Aktualnie sprawę bada Prokuratura Rejonowa w Płocku, która zleciła powołanie biegłego, mającego ocenić, co było przyczyną śmierci pana Marka.

-  Są prowadzone czynności wyjaśniające w sprawie z art. 155 kk o nieumyślne spowodowanie śmierci - potwierdza prokurator rejonowy Norbert Pęcherzewski. – Podkreślam, że w takich przypadkach są to rutynowe czynności. Na chwilę obecną nie postawiono nikomu zarzutów. Został również powołany biegły, ale jego opinia nie wpłynęła jeszcze do prokuratury.

Komentarz w sprawie udzielił Stanisław Kwiatkowski, dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego.

- Nie wykluczam żadnego zdarzenia, które mogło wyniknąć – powiedział dyrektor Szpitala Wojewódzkiego Stanisław Kwiatkowski. - Na chwilę obecną sprawę bada prokurator i tylko on może wyjaśnić, co się dokładnie wydarzyło. Przekazaliśmy dokumentacje  medyczną i czekamy na decyzję w tej sprawie.

Sprawę będziemy monitorować.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE