Po bardzo słabym meczu w Orlen Arenie Nafciarze jechali do Kielc z nożem na gardle. Nafciarze byli faworytem do złota, a tymczasem w słabym stylu przegrali pierwszy mecz finału. W zespole Xaviego Sabate nic nie funkcjonowało na takim poziomie, na jakim jeszcze kilka tygodni temu, kiedy to Orlen Wisła Płock w półfinale Pucharu Polski pokonała Industrię Kielce.
W płockim zespole coś się jednak załamało.
Wisła goni od samego początku
Mecz w Kielcach od początku nie układał się po myśli Wisły. O grze podopiecznych Xaviego Sabate można powiedzieć to samo, co w zeszłym tygodniu - najpierw była walka ze swoimi słabościami, a dopiero potem z rywalami. Tak o mistrzostwo Polski walczyć się nie da.
Spotkanie zaczęło się od szybkiego prowadzenia gospodarzy 3:0 - Piotr Jarosiewicz wykorzystywał rzuty karne, Melvyn Richardson nie. Francuz dwa razy stanął w pierwszej połowie na linii 7. metra, dwa razy przegrał pojedynek z Klemenem Ferlinem. Na początku przyjezdni w ogóle mieli problem z pokonaniem Słoweńca.
Industria dyktowała warunki z każdą kolejną minutą tylko powiększali przewagę. Po kilku kolejnych minutach było już 8:2 i sytuacja zawodników Xaviego Sabate była trudna. Hiszpan poprosił o czas, po którym Wisła zdobyła dwie kolejne bramki i... tyle. Kielczanie łapali wiatr w żagle, a przy tym grali twardo w obronie. Wisła nie miała na to odpowiedzi, a co gorsza popełniali proste, wręcz szkolne błędy. Za faul na Piotrze Jędraszczyku wyleciał Przemysław Krajewski, Melvyn Richardson zdobył tylko 1 bramkę, a Miha Zarabec w ogóle nie pojawił się na parkiecie.
Mimo to Nafciarze nieco podgonili wynik i na przerwę schodzili przy stanie 18:14. Na zwycięstwo liczyli już chyba tylko jednak niepoprawni optymiści.
Kielczanie też mieli swoje problemy - Artiom Karalek w pierwszej połowie zaliczył dwie dwuminutowe kary i Białorusin usiadł na ławce. Z czerwoną kartką wyleciał za to Benoit Kounkoud i Theo Monar. Gospodarze poradzili sobie jednak z zarządzaniem składem.
Wisła nie podjęła rękawicy, nie było pomysłu na grę w ataku, obrona nie funkcjonowała. Pojawiła się nerwowość, a w końcówce Wisła grała w iście egzotycznym składzie. Wystarczy wspomnieć, że Dawid Dawydzik jedną z akcji kończył... ze skrzydła.
Mistrzostwo Polski zostało przegrane w fatalnym stylu, w Kielcach Industria wygrała 36:27.
Industria Kielce - Orlen Wisła Płock 36:27 (18:14)
w finale play-off: 2:0
Komentarze (0)